Oggi, gdy siedzę przy oknie mojego mieszkania w Rzymie, wracam myślami do wydarzenia, które odmieniło całe moje życie. Kilka miesięcy po śmierci mojego męża, usłyszałam, że znaleziono dziecko pozostawione w Culla per la Vita przy oddziale położniczym szpitala San Giovanni. Pamiętam, jak wtedy poruszyło mnie to do głębi.
Decyzja o adopcji tego dziecka narodziła się we mnie niemal natychmiast, jakby była naturalną odpowiedzią na pustkę, którą czułam po odejściu Marco. Musiałam błyskawicznie zebrać wszystkie niezbędne dokumenty ogni attestato, domande, referti medici i na szczęście, dzięki wsparciu moich rodziców i przyjaciół, udało mi się wszystko zorganizować. Było sporo wizyt ze strony urzędników i psychologów, którzy skrupulatnie oceniali zarówno mnie, jak i warunki życia w moim mieszkaniu na Trastevere. Ich opinia była pozytywna.
Kilka dni później mogłam przytulić mojego małego syna po raz pierwszy. Od tej chwili pokochałam go całym moim sercem, jakby był częścią mnie od zawsze. Długo zastanawiałam się, jak go nazwać, i postanowiłam nadać mu imię Marco, po moim mężu. Powtarzanie tego imienia niosło ze sobą tyle wspomnień i miłości. Marco dorastał otoczony czułością i w pewnym momencie zaczął wypytywać, czy nie mógłby mieć siostry.
To pragnienie nie wydało mi się niemożliwe. Moja praca tłumaczenia online pozwala mi zarządzać obowiązkami zawodowymi z laptopa, siedząc w wygodnym fotelu w domu, więc mogłam dać z siebie jeszcze więcej. Kiedy zadzwoniono do mnie ze szpitala i poproszono o przyjście, serce zabiło mi mocniej. Wprowadzono mnie do małego pokoju, gdzie w łóżeczku leżała nowo narodzona dziewczynka miała zaledwie trzy dni. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby całkowicie się w niej zakochać. Nazywam ją Gioia, bo jej obecność naprawdę jest dla mnie radością.
Wiedziałam już, jaką ścieżką należy podążać, by wszystko sprawnie załatwić z dokumentami, wizytami i badaniami więc organizacja przebiegła dużo szybciej niż za pierwszym razem.
Dziś jesteśmy razem ja, mój syn Marco i moja córka Gioia. Jesteśmy jak prawdziwa, włoska rodzina, dzieląca się śmiechem i codziennymi troskami przy kuchennym stole. Czuję, że jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.






