Quando ero in vacanza al mare, ricevetti una telefonata da mia mamma. Era in preda a una crisi isterica, piangeva come una fontana e sembrava davvero sconvolta. Dopo aver wysłuchałam jej przez chwilę, rozłączyłam się i postanowiłam zadzwonić do mojego brata, żeby dowiedzieć się, co się stało. Ale on tylko wybuchnął, mówiąc, żebym spytała o wszystko mamę, bo sam wie doskonale, o co chodzi i dodał jeszcze z przekąsem, że dostała to, na co zasłużyła.
Byłam kompletnie rozbita, więc razem z mężem podjęliśmy decyzję, strasznie drogą, o przerwaniu urlopu. Bez żalu wywaliłam kilkaset euro na szybki powrót do domu.
Gdy dotarliśmy do Florencji, moja mamma była nadal cała roztrzęsiona i nie było mowy o uspokojeniu jej choćby szklanką wody. Musiałam sięgnąć po valeriana, czyli klasyczne kropelki, które każda włoska mamma trzyma w kredensie na czarną godzinę. Udało się, mniej więcej, a potem usłyszeliśmy całą, niesamowitą historię.
Okazało się, że wracając z pracy do domu (dodam, że tego dnia był upał jak w piekle), zobaczyła moją bratową Giulia całą posiniaczoną. A że Giulia była w ciąży, mama natychmiast rozpuściła się w troskach. Podbiegła do niej, zaczęła dopytywać, co się stało, przytuliła ją, no po prostu la mamma italiana in tutto e per tutto! W tym właśnie momencie do domu wszedł mój brat, Matteo. I wtedy Giulia teatralnie poderwała się z kanapy i zaczęła wrzeszczeć, oskarżając moją matkę o przemoc.
Mamma stała zszokowana, totalnie zbita z tropu, jakby właśnie zobaczyła rachunek za prąd po podwyżce. Mój brat, ślepo wierząc żonie, zareagował natychmiast kazał mamie opuścić dom! Zaraz potem zawiózł Giulię do szpitala, gdzie niestety straciła ciążę. Od tamtej pory Matteo unikał jak ognia rozmów z resztą rodziny, a wobec mamy był obrażony jak Włoch po przegranym meczu w piłkę nożną. Ja jednak miałam przeczucie, że coś tu śmierdzi bardziej niż pecorino po trzech miesiącach na słońcu, więc postanowiłam zaufać mamie.
Na szczęście prawda wyszła na jaw, zupełnie niespodziewanie, w najlepszym włoskim stylu z plotki! Zuza, przyjaciółka mojej bratowej (od zawsze podejrzanie zorganizowana), przyszła do mnie i wyśpiewała całą prawdę. Okazało się, że Giulia sama wymyśliła cały teatrzyk, żeby zmanipulować mojego brata i pozbyć się teściowej z domu. Co więcej, sama zdecydowała się zakończyć ciążę.
Kiedy Matteo się o tym dowiedział, wściekł się jak Włoch, któremu ktoś wsadził ananas na pizzę. Natychmiast przepędził Giulię z domu i z sercem na dłoni przeprosił naszą mamę za wszystko.
A że serce włoskiej mamy jest jak durszlak pełne dziur, ale zawsze gotowe przyjąć z powrotem przytuliła syna i znowu wszyscy usiedliśmy do wspólnej kolacji. Bo we Włoszech, nawet po rodzinnej burzy, spaghetti zawsze smakuje najlepiej!



